Dzisiaj pod lupę idzie najnowsza kolekcja Alexandra Wanga dla H&M, czyli ubrania 'apres ski' inspirowane strojem narciarskim, ubraniami sportowych drużyn, czy też sprzętem pływackim.
Pojawiła się ona w sprzedaży wczoraj, czyli 6 listopada. Jest to oczywiście kolekcja limitowana.
Po przeglądzie tych wszystkich jakże 'znakomitych' ubrań, szczerze powiedziawszy, jestem trochę zawiedziona. Taki rozgłos, tyle gadania, ale chyba na tym się skończyło. Nie mam pojęcia jak można zestawić długie rękawiczki przed łokcie takiego kroju z czymkolwiek. Nadają się prawdopodobnie dla bramkarza w grze jaką jest piłka nożna :)
Ciekawa historia jest z tym materiałem, ponieważ jest niecodzienny, ale jednak nie każdemu może przypaść on do gustu. Sam Wang powiedział : "Chciałem stworzyć wielofunkcyjne rzeczy dla aktywnych kobiet, które nie mają czasu na to, aby było im niewygodnie i aby ich ubrania utrudniały im życie codzienne" /fr.wywiadu z magazynu ELLE/
Możliwe, że taki był jego zamysł, jednak nie do końca chyba wszystko jest tutaj przemyślane. Mnie osobiście zupełnie nie przekonują legginsy w stylu 'nurka'. Wszystko jest troszeczkę przesadzone.
Ale, żeby nie było, jestem aż tak krytycznie nastawiona do tejże kolekcji, przedstawię Wam również moich jej faworytów. Pierwsza rzecz to bluza, a raczej bluza a'la crop top z wypukłym napisem 'WANG'. Cena: 199 PLN. Jest ciekawa. Prosta. Z chęcią założyłabym ją do codziennej stylizacji.
Fajną alternatywą wydaje się także być szaro-czarno-zołty top. Cena: 129,90 PLN. Jeśli ktoś jest w stanie wydać tyle na 'górę' do ćwiczeń, jak najbardziej polecam :)
Tak, sukienka też jest niczego sobie, ale nie wiem na jaką okazję można byłoby ją włożyć. Może na ogłoszenie werdyktu na mistrzostwach pływackich? Nie mam pojęcia. Ciekawy fason, jednak chyba nie ten materiał.
Poniżej zdjęcia, abyście zapoznali się z kolekcją, jeśli jeszcze jakimś cudem nie udało Wam się jej zobaczyć :)
Zdjęcia źródło: www.googlegrafika.com
Czy to naprawdę fajna kolekcja? Czy kolejna komercyjna?




